poniedziałek, 15 lipca 2013

:):):)

11 - 18 października - jeszcze nie mogę w to uwierzyć, ale moje marzenie w końcu się spełni!! Tydzień na Cyprze - to będzie coś niesamowitego!

Choć do wyjazdu jeszcze mnóstwo czasu, to czytam i planuję... czeka nas zaklepanie noclegów, wypożyczenie auta, zaplanowanie poszczególnych atrakcji.... ach :-) do tego oczywiście planowanie spotkań z cypryjskimi znajomymi! Będzie cudnie :-)

Ogólnie ciężko mi uwierzyć, że od mojego Erasmusa minęło już prawie 6 lat... 6 lat od wylotu! 

środa, 22 września 2010

Oddajmy Cyprowi co cypryjskie!

Postanowiłam trochę tu zrobić porządku. Zaczęło się o Cyprze i niech Cypr pozostanie - pozostałe notki już pożegnały się z widokiem publicznym bądź je to czeka. Możliwe że i nazwa wróci stara - jak się da ;) 

piątek, 25 grudnia 2009

Stare cyprusowe...

Tradycyjnie raz na jakiś czas przychodzi taka chwila, kiedy zaglądam do folderu z cypryjskimi zdjęciami. I przeglądam je wspominając 'stare dobre czasy'. I za każdym razem nie mogę uwierzyć, że tyle czasu minęło od momentu kiedy je zrobiłam.
Piszę o tym dziś, bo właśnie przeglądam zdjęcia z grudnia 2007, a więc sprzed dokładnie dwóch lat. Ach, to były czasy... zajadało się fińskie ciasteczka, chodziło w pantofelkach i wiosennej kurtce, nosiło okulary przeciwsłoneczne, balowało w nocy i odsypiało w dzień...

Z tego grudniowego przeglądu wybrałam dwa zdjęcia:
Pierwsze przedstawia wnętrze monastyru Bellapais w Kyreni (Cypr Północny). Te owocowe drzewka od razu skojarzyły mi się z moją facebook'ową farmą :D - dlatego też je tu umieszczam :)


A tutaj ostatnie rodzinne zdjęcie, zrobione tuż przed odjazdem Huberta i Seba na lotnisko. Ogólnie niezłe mieli przygody z wylotem - na kilka dni przed wylotem z wyspy zamówili taksówkę, która miała ich zawieźć na lotnisko (które znajdowało się w oddalonej jakieś 40 km Larnace). W dzień odlotu (to był 23 grudnia) rano dzwonili jeszcze potwierdzić przyjazd taksówki. Ostatecznie po kilku wykonanych telefonach i zapewnieniach że taxi już jedzie, chłopcy musieli dzwonić po Borysa - Erasmusa który kupił na Cyprze auto - i ten w ostatniej chwili wiózł ich na lotnisko. Takie rzeczy tylko na Cyprze :D


ps. a taksówka nie przyjechała wcale ;)

sobota, 10 października 2009

Punkt widzenia...

... zależy od punktu fotografowania.
Lubię te ujęcia. Jako fotografowie, a zarazem 'fotogwiazdy' ja, Lina i Huberto - moi cypryjscy współlokatorzy.
Jakby to było wczoraj... tylko fryzura mi się ciut zmieniła i aparat zepsuł ;)

wtorek, 25 sierpnia 2009

Malutka Kasia i mała cyprusowa rocznica

W komentarzu pod ostatnim postem napisałam że chodząc po Warszawie poczułam się "taka malutka". Wcale nie dlatego że Warszawa jest dużym miastem, nieporównywalnym pod żadnym kątem do mojego Radomska. Zresztą ciut ciut ją znam - a przynajmniej główne ulice w centrum. I mam GPS w telefonie :P

Poczułam się malutka, bo znowu wylądowałam na obcym terenie, znowu czekają mnie spotkania z nowymi ludźmi, badanie terenu, zapoznawanie się z wykładowcami, nocne powroty do domu...
to samo miałam rok temu w Krakowie, dwa lata temu na Cyprze, cztery lata temu w Łodzi.

A właśnie. Sama w to nie wierzę, ale dokładnie 2 lata temu zaczęłam pisać tego bloga. Dokładnie 2 lata temu zaczęłam odliczać miesiąc do wyjazdu. Dokładnie 2 lata temu, 25 sierpnia 2007 r. pisałam, że jestem szczęśliwa, ale też pełna obaw.

W sumie to sama nie wierzę, że już tyle czasu minęło od mojego wyjazdu i powrotu z Erasmusa. Powtarzam to w kółko... ale naprawdę tak jest ;) a wspomnienia co chwilę odżywają. Np. dzisiaj, kiedy jeden niewinny komentarz pod zdjęciem na facebooku wywołał lawinę komentarzy innych Erasmusów.

Dlatego też odgrzebuję filmik, który stworzyłam dawno dawno temu...

środa, 12 sierpnia 2009

Wspomnien czar

Moje Erasmusowe wspomnienia są zaklęte nie tylko w zdjęciach.
To także...

muzyka. Różne piosenki kojarzą mi się z różnymi momentami bądź osobami.
- Rise up... pierwszy raz tę piosenkę usłyszałam podczas pierwszej imprezy integracyjnej w klubie Versus. I od tamtej pory przewijała się ona przez moje Erasmusowe życie.
- Bleeding love. Leciała non stop w radiu podczas naszej wycieczki do Polis. A wracając z Polis zastanawiałam się z Hilmim, jakie dokładnie są to słowa. Początkowo wydawało się nam że to "breathing love". Nooo prawie ;)
- Apologize. Też kojarzy mi się z Hilmim. leciała często w radiu jak jeździliśmy po Nikozji. A że on był mało internetowy to ściągnęłam i mu wysłałam.
- We gonna feel it. I znowu Hilmi i radio w aucie. Tą piosenkę nawet miałam ustawioną jako dzwonek na Cyprze ;)
- American Pie. Piosenka Liny. Słuchała jej chyba milion razy dziennie. Wtedy już miałam jej dosyć, ale teraz słucham z przyjemnością ;)
- Summer of 69. Usłyszałam ją już jakoś pod koniec mojego pobytu na Cyprze, w moim barze. Wsłuchując się wtedy w słowa "Those were the best days of my life..." prawie się popłakałam.
- John Legend. W sumie to jego piosenki towarzyszyły mi dosłownie w ostatnich godzinach mojego pobytu na Cyprze. Czekając na przesiadkę w Wiedniu szukałam kolejnych piosenek tego wokalisty i wspominałam minione chwile...
- Reamonn. W aucie Kostasa, mojego kolegi z pracy, zawsze była płyta Reamonn. I leciała podczas każdej naszej wycieczki, w drodze powrotnej, kiedy za oknem było już ciemno, a my drzemaliśmy zmęczeni całym dniem łażenia.

zapach.
jeśli chodzi o perfumy, to Christina Aquilera. Kupiłam je tuż po moim występie w reklamie euro na Cyprze. Kilka miesięcy temu przechodziłam koło stoiska z perfumami i je powąchałam... i nagle wszystkie wspomnienia powróciły, tak jakby ktoś puścił mi nagle film z setkami zdjęć...

sklepy.
Z Cyprem kojarzy mi się przede wszystkim Bershka. W sumie tam odwiedziłam ten sklep po raz pierwszy. I polubiłam.

filmy.
Moje Wielkie Greckie Wesele. oglądałam go już dużo wcześniej, ale na Cyprze nabrał nowego znaczenia - bo żyjąc wśród greckiej społeczności niektóre sceny nabrały nowego znaczenia ;)

kawa.
Frappe. czyli kawa mrożona. Za każdym razem kiedy ją popijam, mam przed oczami uczelnianą kafeterię, półlitrowe kubki po coca-coli, dwie słomki i panią która już wiedziała, że lubię 'sweet'.

słowa.
A dokładniej może akcent. Z Erasmusem zawsze chyba kojarzyć mi się będzie francuski akcent, który w większości przypadków osób francuskojęzycznych jest nie do zabicia. Moi Belgowie, Jean-Marie czy Jeremy są tego najlepszym przykładem.
Nie można zapomnieć także o greckojęzycznej wymianie angielskiego (nie wiem czy to poprawnie ale mam nadzieję że rozumiecie ;)).

Ach, te wspomnienia... ciągle żywe, mimo że od mojego powrotu minęło już 1,5 roku, a od wyjazdu - prawie 2 lata...

poniedziałek, 4 maja 2009

Erasmusowo

W środę po pracy wsiadłam w pociąg do Warszawy i po 2,5 godzinie podróży poczułam powiew Erasmusa - a to za sprawą spotkania z Olą i Marysią, z którymi studiowałam na Cyprze.
Kolejną porcję - i to porządną - erasmusowego życia miałam za kilkanaście godzin, weekend majowy spędziłam bowiem w Wilnie, w odwiedzinach u Magdaleny.

I tutaj dygresja: bloga Magdy zaczęłam czytać nie pamiętam kiedy. Nie jestem nawet pewna czy to ja trafiłam pierwsza do niej, czy może ona do mnie. W każdym razie po jakimś czasie czytania się nawzajem postanowiłyśmy się spotkać. To było w ostatnim tygodniu mojego pobytu w Łodzi. No i nie mogłyśmy się nagadać! Uzupełniałyśmy nawzajem informacje wyczytane z bloga, co chwilę sobie przytakiwałyśmy i się śmiałyśmy. Tak spotkać udało nam się jeszcze kilka razy, a potem ona wyjechała na Erasmusa. A ja się na niego wprosiłam, chociaż podobno sama mnie zaprosiła ;)

No więc pojawiłam się w Wilnie. I od razu poczułam się tam 'jak w domu'. Erasmusowy klimat czuć było z każdej strony. Życie w akademiku, studenci z różnych zakątków Europy i świata, rozmowy o wszystkim i o niczym po angielsku, imprezy...

To wszystko okraszone bezchmurnym niebem, mocno grzejącym słońcem i przepięknymi zakątkami Wilna. Dodatkowo w sobotę w Wilnie były Dni Muzyki - ulice pełne były zespołów grających przeróżną muzykę na przeróżnych instrumentach. A my spacerowaliśmy, przystawaliśmy przy co ciekawszych artystach, cykaliśmy fotki i szliśmy dalej.

Dodatkowo 'atrakcją' wyjazdu była możliwość spotkania z moimi cypryjskimi współlokatorami, Arturasem i Vytisem. Ostatni raz widziałam ich w lutym 2008! Mimo upływu czasu wspomnienia z naszego Erasmusa wciąż były żywe i przegadaliśmy godziny wspominając stare dzieje i opowiadając sobie o tym, co dzieje się w naszym życiu teraz.

Poza tym okazało się, że na świecie istnieją jeszcze takie pozytywnie zakręcone wariatki jak ja. I właśnie u nich miałam przyjemność nocować ;) aż boję się pomyśleć co by się działo na Erasmusie, gdybyśmy były na nim w trójkę - inni studenci by chyba tego długo nie wytrzymali ;)

Ach to erasmusowe życie... brakuje mi go czasem! Szczególnie po tak cudownym weekendzie jak ten w Wilnie. Dzięki dziewczyny za tak serdeczne przyjęcie, polecam się na przyszłość :)

Więcej fotek tutaj!

czwartek, 12 lutego 2009

To już rok...

Rok temu o tej godzinie szukałam biletów powrotnych na Cypr.
Jak ten czas szybko leci!

EDIT: a w moim pokoju wciąż cyprusowo.
Tureckie buciki przynoszące szczęście które dostałam w Kyrenii kiedy kupowałam szkatułkę, szkatułka na biżuterię, pomarańcza wyrzeźbiona przez Vytisa na Boże Narodzenie, buteleczka znaleziona na plaży na półwyspie Karpaz i druga, z piaskiem z cypryjskiej plaży, muszelki zbierane na różnych plażach, zdjęcie rodzinki, zdjęcie z Agia Napy (sztuk dwie - jeszcze jedno w większym formacie wisi na ścianie), zdjęcia z Polis (sztuk dwie w antyramie na drugiej ścianie)...

wtorek, 10 lutego 2009

Czas płynie wciąż tak jak wąż...

Kto by pomyślał, że ten rok tak szybko minie... rok od mojego powrotu z Cypru. Niesamowite!
A ja wciąż mam w głowie tamte miejsca, ludzi, momenty... tylko czasem łapię się na tym, że muszę się dłużej pogłówkować żeby wygrzebać z pamięci jakieś słówko albo imię... wczoraj np. próbowałam przypomnieć sobie imię przystojniaka z Agia Napy który woził mnie skuterem. Już przez chwilę zwątpiłam w siebie, ale na szczęście dziura w pamięci jeszcze nie była taka duża.

Rok temu...
leniuchowałam na plaży...wcinałam szyszki...
bawiłam się z moimi ukochanymi długowłosymi mężczyznami z New Division...

Było ciepło, spokojnie i beztrosko. Kładłam się spać między 3.00 a 8.00, wstawałam nawet o 15.00..Każdą rzecz można było zrobić jutro, a pośpiech był raczej niewskazany.

Teraz właściwie wszystko jest inaczej. Zima za oknem, pogoń za kolejnym dniem, problemy mniejsze i większe. Codziennie niedosypianie i wymuszone wczesne chodzenie spać. Planowanie wszystkiego i wciąż pojawiające się nowe terminy.

To jak dwa zupełnie inne światy. Ale wiecie co... wiem, że nawet teraz Cypr nie byłby już dla mnie tym samym miejscem - to raz. I dwa - teraz to mi tu dobrze :)

sobota, 27 grudnia 2008

To był...


dobry rok....
  • powitałam go w wyśmienitym towarzystwie Erasmusów. Północ wybiła dwa razy - po cypryjsku i po polsku. I w ogóle ta noc była z jednej strony iście międzynarodowa, a z drugiej - bardzo polska!
  • pierwsze 1,5 miesiąca było mi dane spędzić jeszcze na Cyprze. Żegnałam wszystkich wyjeżdżających przyjaciół i witałam świeżynki Erasmusowe. W końcu pożegnano mnie...
  • Polska przywitała mnie co prawda nie tak jak chciałam (liczyłam na biały śnieżek i temperaturę -5), ale od razu miałam okazję śpiewać do 4 rano i imprezować
  • ostatni semestr spędzony w Łodzi okazał się dużo ciekawszy niż te wcześniejsze. Dużo imprez, nowi znajomi (a wśród nich Erasmusi), praca zawodowa... i ta licencjacka też ;)
  • zaczęłam aktywnie spędzać czas - weekendami można mnie było spotkać praktycznie w każdym zakątku Polski. Raz Wrocław, raz Warszawa, potem Kraków, Olsztyn, Sopot...
  • zupełnie niespodziewanie dostałam propozycję pracy o jakiej od dawna myślałam. Wróciłam więc na stare śmieci do Radomska
  • spełniłam swoje dziecięce marzenie i zaczęłam studia w Krakowie. Moje wyobrażenia o tym miejscu się sprawdziły - Kraków jest magiczny! Szczególnie jak się ma w grupie takich świetnych ludzi!
  • mimo wyjazdu z Łodzi kontakt z ludźmi stamtąd wciąż jest świetny. A imprezy jeszcze fajniejsze niż wcześniej ;)
  • udało mi się spotkać z kilkoma osobami poznanymi na Cyprze - nie tylko polską ekipą, ale też Kostasem czy moimi Belgami,
  • jestem zadowolona z mojej pracy i to co robię sprawia mi dużą satysfakcję!
Właściwie to może to trochę niepolskie, ale nie mam powodów do narzekania! Wszystko układa się super... i jeśli mam sobie czegoś życzyć to tylko tego, aby przyszły rok był równie dobry jak ten!

czwartek, 20 listopada 2008

Znowu wspomnienia...

Wczoraj już miałam pisać że przez ostatnie zamieszanie w moim życiu zapomniałam o Cyprze... no ale dzisiaj, przy okazji poszukiwania zdjęć na konkurs foto znowu wróciłam do moich cypryjskich zdjęć... a razem ze zdjęciami wróciły wspomnienia. I znowu tęsknię... tęsknię tym bardziej, że tam zawsze świeciło słońce, było ciepło i tak... spokojnie i beztrosko.
Tęsknię też za ludźmi których tam poznałam. Oddałabym wiele, aby być tam znowu, z tą samą ekipą... Bawić się, śmiać, rozmawiać, podróżować...

Nie lubię marudzić. Ale kiedy są dni takie jak dzisiaj - kiedy jest zimno, mokro i ogólnie paskudnie, kiedy dzień w pracy się dłuży i kiedy nie ma z kim pogadać... wtedy żałuję, że nie jest tak, jak było jeszcze rok temu:
And if I had the choice
Ya - I'd always wanna be there
Those were the best days of my life...

poniedziałek, 10 listopada 2008

Wiadomości ze świata

Jestem z powrotem. Nie tylko z Brukseli, ale i z Beskidów. Ale po kolei - najpierw Bruksela.

Miasto jest przepiękne! Budynki na Grand Place i w okolicy zachwycają o każdej porze dnia i nocy, chyba każdy kelner mówi po polsku (przynajmniej "Dzień dobry", "Zapraszam" i "Dziękuję"), na każdym rogu jest grecka knajpka, wszędzie wprost leje się czekolada i kuszą przepiękne wystawy. Tylko jakoś reszta miasta taka brudna - pod samymi instytucjami europejskimi wala się pełno śmieci.



Udało mi się spotkać z moimi Belgami, z czego się bardzo cieszę - bo prawdę mówiąc kiedy żegnaliśmy się w grudniu, to raczej nie wierzyłam że jeszcze uda nam się spotkać. A tu proszę - chłopcy kompletnie się nie zmienili - no może tylko troszkę urośli ;)
Z wycieczkowych plotek powiem wam jeszcze tyle że:
- średnia wieku była grubo ponad 40. W sumie z Radomska były najmłodsze osoby (14, 15, 17, 22, 26), później długo, długo nic i prawie emeryci... no ale panowie nie próżnowali: od jednego dowiedziałam się np. że mam najładniejszy uśmiech na wycieczce ;)
- chciałam tam po prostu jechać i nie angażując się przeżyć te kilka dni, odreagować i mieć wszystko w nosie... ale okazało się że byłam opiekunem, tłumaczem i przewodnikiem jednocześnie. Bo reszta radomszczańskiej ekipy nie znała angielskiego - a więc kupowałam pamiątki, zamawiałam jedzenie, oprowadzałam po zabytkach i pytałam o drogę. Czasem miałam dosyć... ale ogólnie to nie było źle!
Wróciłam w piątek.. przepakowałam się z walizki w plecak, zamiast butów na obcasie i spodni na kant spakowałam bluzę i trapery i wyruszyłam w góry. Razem z przyjaciółmi z drużyny wyjechaliśmy na weekend żeby pobyć razem i odreagować to, co spotkało nas kilka dni wcześniej... wspólne wędrowanie, siedzenie przy ognisku, śpiewanie... to było właśnie to, czego potrzebowaliśmy.
A dzisiaj Go odwiedziłam. Jeszcze chyba nigdy nie widziałam tylu kwiatów przy jednym grobie... zostawiłam mu małą busolę - niech wskazuje mu drogę do miejsca, w którym będzie mu najlepiej...

niedziela, 2 listopada 2008

...

Miał 18 lat. Był zawsze uśmiechnięty, zawsze chętny do pomocy, ciągle się śmiał, żartował... był taką iskierką która pobudzała wszystkich.
Miał dużo planów - na dziś, na jutro, na przyszły tydzień, na kolejne lata...
Był oddany temu co robił. Zawsze można było na niego liczyć - pierwszy na zbiórkę, pierwszy na wyjazd...
Pamiętam go jeszcze jako małego chłopca, z czasów kiedy ja byłam drużynową a on moim podopiecznym. Największy urwis, ale i najbardziej uśmiechnięty chłopiec jakiego znałam. Wiele razy zaszedł mi za skórę, ale był osobą którą nie dało się nie lubić...
We wrześniu bawiliśmy sie na jego osiemnastce... dostał wymarzony prezent...
Wczoraj wieczorem spotkaliśmy się wszyscy na cmentarzu i szliśmy na coroczną zbiórkę przy jednym z grobów. Wspominaliśmy przeróżne wyjazdy, śmieszne historie które nam się przydarzyły... wszystko było takie normalne... po zbiórce jeszcze się pośmialiśmy, powiedzieliśmy sobie "do zobaczenia", daliśmy sobie buziaka w policzek...
a dzisiaj już go nie ma. Nie poprosił nikogo o pomoc, nie zapytał nikogo o zdanie, nie pomyślał co będzie kiedy go zabraknie... i skończył ze sobą...

nie mogę w to ciągle uwierzyć. Po prostu nie mogę. Kiedy ktoś zapytał się mnie na gg czy to prawda pomyślałam że to jakiś głupi żart. Już miałam do niego dzwonić - po to, żeby usłyszeć jego głos i móc śmiać się z tego, co ktoś wygaduje... ale to nie żart... Jego naprawdę już nie ma.
Już nigdy nie będziemy mogli śmiać się razem z nim, już nigdy nie pojedziemy razem na biwak, nie usiądziemy przy ognisku, nie będziemy śpiewać "Hosanny"...

poniedziałek, 13 października 2008

O Turkach kazanie

Jeśli ktoś zaprasza mnie do znajomych na facebooku, a ja tej osoby nie znam, to na 99,9 % ta osoba pochodzi z Turcji i jest facetem. Ja już zielonego pojęcia nie mam, skąd oni mnie wyłapują - gdybym była na Erasmusie właśnie w Turcji i należała do tureckich grup - byłoby to mniej więcej zrozumiałe. Ale byłam na Cyprze... więc to właściwie powinno się wykluczać. Widocznie się nie wyklucza - blond włosy robią swoje i tyle...
Dzisiaj takich zaproszeń dostałam sztuk dwie. Drugie już miałam automatycznie odrzucić, ale... spojrzenie wydało mi się znajome. Chwila szperania w pamięci i się okazało skąd znam tego pana...
Otóż pana tego (o iście tureckim imieniu Hasan [dowiedziałam się z facebooka właśnie]) poznałam podczas jedynej wizyty w klubie po tureckiej stronie Cypru (klub nosił nazwę Ice Club, a było w nim tak gorąco jak w Fire Club...). Słowo 'poznałam' w sumie nie bardzo tu pasuje, bo ledwo co z nim gadałam, a raczej próbowałam gadać (co widać na załączonym obrazku). Pan Hasan bowiem ledwo co komunikował sie po angielsku. Nawet na pytanie ile ma lat nie do końca potrafił odpowiedzieć - liczył sobie na palcach jak jest po angielsku '9'...

Dlatego też dzisiaj moje zdziwienie bylo tym większe, że Hasan oprócz wysłania mi zaproszenia... napisał do mnie na facebook'owym czacie... już myślałam że w ciągu pół roku nauczył się perfekt angielskiego... ale nie: jedyne co udało mu się sklecić to:
sorry ı m litle speak inglişh .fine end you

i
when come to cyprus

...
a potem zniknął... pewnie zadawałam zbyt wiele pytań ;)

W każdym razie fala wspomnień znowu powróciła. Ach ten Cypr...
aaa, zapomniałam dodać - kiedy się okazało że dogadać to my się nie dogadamy, dostałam od Hasana różę ;) (której oczywiście potem zapomniałam wziąć od koleżanki... ale co tam ;))
Na koniec ja w otoczeniu już nie jednego, ale dwoch tureckich przystojniaków...

niedziela, 12 października 2008

Cypr & Warszawa

Dzisiaj był naprawdę piękny dzień. Taki jak na Cyprze zimą - bezchmurne niebo, słońce i taka sama temperatura... żyć nie umierać!
No właśnie, u mnie na tapecie znowu Cypr. Z kilku powodów: po 1: będąc w Warszawie spotkałam się z Hensem i mieliśmy okazję powspominać nasze erasmusowe przygody. Po 2: również w stolicy spryskałam się zapachem z którym po raz pierwszy spotkałam się na Cyprze. I za każdym razem kiedy go czułam przed oczami miałam tamte chwile... tak się zastanawiam, czy kiedykolwiek się od tych wspomnień "uwolnię" - wiem że dla niektórych ludzi ten temat jest już uciążliwy ;)

A co do samej Warszawy: pojechałam tam na szkolenie z treningu trenerów. I wiecie co? Większość rzeczy które dla innych były nowością (zabawy z uczestnikami, przemienność form, różnorodne metody szkoleniowe) już znałam. Skąd? Z kursu dla drużynowych harcerskich, na którym byłam w pierwszej klasie liceum... właściwie to rzeczą którą z tego szkolenia wyniosłam jest to, że wszystko to co robiłam dla dzieci, mogę też robić dla dorosłych ;) więc nie był to czas stracony. No i zrobiłam małe zakupy ubraniowe, a także obejrzałam film "Kobiety". Polecam, pod warunkiem że na dużym ekranie nie chcecie oglądać męskich twarzy ani tyłków! :)


czwartek, 25 września 2008

To już rok...

Rok temu dokładnie o tej porze lądowałam na ziemi cypryjskiej...
przywitały mnie upały i sympatyczni ludzie.
W drodze z Larnaki (gdzie jest lotnisko) do Nikozji (gdzie mieszkałam) rozglądałam się na wszystkie strony... i widziałam tylko pustynię. Nagie skały, piasek, zero zieleni. I piękne morze, palmy...
Miałam przed sobą perspektywę spędzenia tam 5 miesięcy, byłam ciekawa każdego dnia, nowej uczelni, nowych przyjaciół...
Nie wiedziałam jeszcze gdzie będę mieszkać, ale dzięki uprzejmości Oli miałam gdzie przespać pierwszą noc.
Byłam pełna obaw, ale nie mogłam się już doczekać tego co mnie czeka.

Jak ten czas szybko mija...

poniedziałek, 22 września 2008

Polis w trzech ujęciach

Wśród 5000 zdjęć które przywiozłam ze sobą z Cypru wciąż są takie, które odkrywam na nowo, bądź takie które już bardzo dawno temu podbiły moje serce.
Dzisiaj będzie mała dawka zdjęć z przecudnej miejscowości Polis. Mam nadzieję że te zdjęcia ogrzeją troszkę Wasze serduszka w ten chłodne jesienne wieczory. Mnie osobiście dzięki takim widoczkom jest cieplej,a dwa z tych zdjęć (pierwsze i trzecie) powiesiłam w antyramie nad łóżkiem, żeby wydzielały pozytywne wibracje. I to działa!
Ps. Rocznica wyjazdu na Erasmusa zbliża się wielkimi krokami... dzisiaj nawet dostałam maila z mojej byłej już uczelni z pytaniem czy nie chciałabym być opiekunem Erasmusów którzy przyjeżdżają do Łodzi. Jasne że bym chciała! Szkoda tylko że to niemożliwe :(

poniedziałek, 15 września 2008

Cypryjskie video

Im bliżej 25 września, czyli dnia kiedy minie dokładnie rok od rozpoczęcia mojej erasmusowej cypryjskiej przygody, tym bardziej tęsknię za tym co było. Za tymi beztroskimi dniami spędzonymi wśród wspaniałych ludzi, za nicnierobieniem, wycieczkami, opalaniem, erasmusowymi imprezami, rozmowami, wygłupami... pewnie to wszystko dlatego, że coraz bardziej czuję, że ten okres w moim życiu już przeminął. Teraz na pierwszym miejscu jest praca, wakacje już nigdy nie będą wakacjami, już nie można rano zdecydować o zostaniu w łóżku i ominięciu jakiegoś wykładu, nie można zarywać nocy w środku tygodnia... Dodatkowo jeszcze pogoda za oknem jest taka paskudna, że nic mi się nie chce - a na Cyprze słońce i upały... rok temu przede mną była perspektywa półrocznych wakacji, teraz... teraz zamarzanie w drodze do pracy i z powrotem... i czasem jeszcze w pracy, przynajmniej dopóki nie zaczną grzać grzejniki ;)
Całe szczęście że są wspomnienia i jest Internet - dzięki temu w każdej chwili mogę powspominać te piękne chwile i porozmawiać z ludźmi, za którymi tęsknię. Z tego wszystkiego powstał też filmik - zlepek filmików powstałych na Cyprze. Erasmusom się podobał, mam nadzieję że dla Was chociaż nie będzie nudny. Jakby co to mogę wytłumaczyć poszczególne wątki ;)




czwartek, 28 sierpnia 2008

Przegapiona rocznica

Z powodu zamieszania w moim życiu przegapiłam małą rocznicę - rok istnienia tego bloga. Kto by pomyślał, że to już tyle czasu minęło od moich przygotowań do wyjazdu na rajską wyspę! Mnie cały czas wydaje się że to było wczoraj... w każdym razie, zupełnie przypadkowo (ale powiedzmy że z tej okazji :P) zmieniłam szablon. Trochę odbiegłam od wcześniejszego wyglądu i zmieniłam nazwę. Ale myślę że ta obecna (zaczerpnięta z piosenki śpiewanej m.in. przez Norah Jones) pasuje idealnie do mojego kochanego Cypru... żeby was bardziej przekonać zapraszam do obejrzenia krótkiego filmiku wygrzebanego na youTube.. po kilku reklamach na początku ukażą Wam się naprawdę przepiękne widoki! Mnie jak zwykle zakręciła się w oku łezka, kiedy zobaczyłam te znajome i tak bliskie memu serca miejsca...

piątek, 22 sierpnia 2008

Syndrom cypryjski powrócił

Syndrom cypryjski powrócił. Co to oznacza? Wspominanie i tęsknotę za tym co było. Przejrzałam kilkanaście albumów z naszymi erasmusowymi zdjęciami na facebooku, dodałam kilkadziesiąt komentarzy, przypomniałam sobie wiele momentów... wiele razy serce mi mocniej zabiło na widok jakiegoś miejsca, osoby lub sytuacji... z tego wszystkiego wybrałam parę zdjęć żeby wam zaprezentować, część już może widzieliście...
Oto 25 powodów mojej miłości do Cypru:

  1. Bo nieznani mi jeszcze wtedy ludzie zabrali mnie na przecudowną wycieczkę na północ Cypru,
  2. Bo poznałam wspaniałych ludzi którzy tworzyli moją erasmusową familię,
  3. Bo woda była przecudownie czysta i ciepła,
  4. Bo "Polak Litwin trzy bratanki" ;)
  5. Bo niektórzy, tak jak Jaques, potrafili mnie baaardzo pozytywnie zaskoczyć (jak on dobrze tańczył!! a jak gotował!!)
  6. Bo wycieczki w takim gronie nie mogły być nieudane,
  7. Bo 1 grudnia na drzewach wciąż były owoce,
  8. W w grudniu można było chodzić w bluzce na ramiączkach i podziwiać najpiękniejsze zakątki wyspy,
  9. Bo mimo odległości od domu udało nam się wytworzyć świąteczną i rodzinną atmosferę,
  10. Bo związek polsko - cypryjski może dać litwińskie dzieci ;)
  11. Bo można tam poznać wspaniałych Polaków,
  12. Bo tuż przed Sylwestrem można moczyć się w morzu,
  13. Bo nieważny jest kolor skóry!
  14. Bo można przetańczyć całą noc, nawet przy disco polo :)
  15. Bo w cypryjskim barze mogą pracować dwie Polki, tej samej nocy ;)
  16. Bo nawet czekanie na kogoś na lotnisku nie musi być nudne,
  17. Bo w styczniu można popijać sok ze świeżych truskawek,
  18. Bo blond włosy wzbudzają zainteresowanie większe niż biust,
  19. Bo podczas kalendarzowej zimy można znaleźć miejsca gdzie jest akurat jest wiosna lub jesień,
  20. Bo można z Litwinami, Rumunką i Irańczykiem odwiedzić turecki klub i świetnie się tam bawić,
  21. Bo nawet tam można kibicować polskim piłkarzom, na żywo, w gronie tysiąca rodaków!
  22. Bo są takie miejsca odwiedzone zupełnie przypadkiem, ale pozostające na zawsze w pamięci,
  23. Bo można pracować z trzema długowłosymi i przewspaniałymi ludźmi, z których jeden jest zawsze uśmiechnięty i pomocny, drugi non stop zwija papierosy i nigdy nie miał dziewczyny, a trzeci jest najukochańszycm i najbardziej bezradnym szefem jakiego do tej pory miałam!
  24. Bo są takie miejsca, w których chciałoby się pozostać już na zawsze...
  25. Bo wszystko jest tam na wyciągnięcie ręki..