Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 sierpnia 2009

Malutka Kasia i mała cyprusowa rocznica

W komentarzu pod ostatnim postem napisałam że chodząc po Warszawie poczułam się "taka malutka". Wcale nie dlatego że Warszawa jest dużym miastem, nieporównywalnym pod żadnym kątem do mojego Radomska. Zresztą ciut ciut ją znam - a przynajmniej główne ulice w centrum. I mam GPS w telefonie :P

Poczułam się malutka, bo znowu wylądowałam na obcym terenie, znowu czekają mnie spotkania z nowymi ludźmi, badanie terenu, zapoznawanie się z wykładowcami, nocne powroty do domu...
to samo miałam rok temu w Krakowie, dwa lata temu na Cyprze, cztery lata temu w Łodzi.

A właśnie. Sama w to nie wierzę, ale dokładnie 2 lata temu zaczęłam pisać tego bloga. Dokładnie 2 lata temu zaczęłam odliczać miesiąc do wyjazdu. Dokładnie 2 lata temu, 25 sierpnia 2007 r. pisałam, że jestem szczęśliwa, ale też pełna obaw.

W sumie to sama nie wierzę, że już tyle czasu minęło od mojego wyjazdu i powrotu z Erasmusa. Powtarzam to w kółko... ale naprawdę tak jest ;) a wspomnienia co chwilę odżywają. Np. dzisiaj, kiedy jeden niewinny komentarz pod zdjęciem na facebooku wywołał lawinę komentarzy innych Erasmusów.

Dlatego też odgrzebuję filmik, który stworzyłam dawno dawno temu...

sobota, 27 grudnia 2008

To był...


dobry rok....
  • powitałam go w wyśmienitym towarzystwie Erasmusów. Północ wybiła dwa razy - po cypryjsku i po polsku. I w ogóle ta noc była z jednej strony iście międzynarodowa, a z drugiej - bardzo polska!
  • pierwsze 1,5 miesiąca było mi dane spędzić jeszcze na Cyprze. Żegnałam wszystkich wyjeżdżających przyjaciół i witałam świeżynki Erasmusowe. W końcu pożegnano mnie...
  • Polska przywitała mnie co prawda nie tak jak chciałam (liczyłam na biały śnieżek i temperaturę -5), ale od razu miałam okazję śpiewać do 4 rano i imprezować
  • ostatni semestr spędzony w Łodzi okazał się dużo ciekawszy niż te wcześniejsze. Dużo imprez, nowi znajomi (a wśród nich Erasmusi), praca zawodowa... i ta licencjacka też ;)
  • zaczęłam aktywnie spędzać czas - weekendami można mnie było spotkać praktycznie w każdym zakątku Polski. Raz Wrocław, raz Warszawa, potem Kraków, Olsztyn, Sopot...
  • zupełnie niespodziewanie dostałam propozycję pracy o jakiej od dawna myślałam. Wróciłam więc na stare śmieci do Radomska
  • spełniłam swoje dziecięce marzenie i zaczęłam studia w Krakowie. Moje wyobrażenia o tym miejscu się sprawdziły - Kraków jest magiczny! Szczególnie jak się ma w grupie takich świetnych ludzi!
  • mimo wyjazdu z Łodzi kontakt z ludźmi stamtąd wciąż jest świetny. A imprezy jeszcze fajniejsze niż wcześniej ;)
  • udało mi się spotkać z kilkoma osobami poznanymi na Cyprze - nie tylko polską ekipą, ale też Kostasem czy moimi Belgami,
  • jestem zadowolona z mojej pracy i to co robię sprawia mi dużą satysfakcję!
Właściwie to może to trochę niepolskie, ale nie mam powodów do narzekania! Wszystko układa się super... i jeśli mam sobie czegoś życzyć to tylko tego, aby przyszły rok był równie dobry jak ten!

czwartek, 7 sierpnia 2008

Zmiana przyzwyczajeń

Pół roku temu:
  • kładłam się spać między 2:00 a 4:00 nad ranem,
  • budziłam się koło 11:00,
  • planowałam chodzić na fitness/ siłownię/ biegać,
  • planowałam rzucić, lub chociaż ograniczyć, jedzenie słodyczy,
  • studiowałam i balowałam,
  • przyjeżdżałam do Radomska na parę chwil,
  • chwile przed komputerem spędzałam na GG, n-k, facebooku, czasem pisałam pracę...
  • planowałam spędzić całe wakacje na Cyprze,
  • nie mogłam dogadać się z rodzicami,
Teraz:
  • kładę się spać najpóźniej koło 24:00,
  • wstaję pierwsza w domu - koło 7.00,
  • wyciskam poty na siłowni, jeżdżę na rowerze,
  • nie jem słodyczy (od dziś!) (paluszki nie są słodkie, prawda? :)),
  • pracuję i czasem baluję,
  • wyjeżdżam z Radomska na parę chwil,
  • chwile przed komputerem spędzam robiąc analizy, tabelki, wykresy i inne cuda ;)
  • planuję spędzić najbliższy urlop na Cyprze,
  • planuję świąteczny wyjazd z rodzicami,
Jak widać zmieniło się wiele, pewnie jeszcze więcej niż tu napisałam. Wiele osób się mnie pyta ostatnio, czy nie żałuję że studencki okres jest już za mną. Gdybym siedziała cały czas w Radomsku i tylko pracowała, nie robiąc nic innego, żałowałabym na pewno. Ale teraz nie mam nawet czasu na zastanawianie się ;) Poza tym podoba mi się w pracy, nawet jeśli 95% rzeczy które tam robię jest dla mnie zupełną nowością. Więc: nie, nie żałuję! Brakuje mi tylko czasem ludzi z Łodzi. Ale już jutro śmigam ich odwiedzić ;)

niedziela, 27 kwietnia 2008

Historia Cypru w wielkim skrócie

A wyglądało to wszystko tak...
  • W dalekiej przeszłości, od mniej więcej VIII w.p.n.e. wysepka Cyprem zwana jest kolonizowana przez Greków. Pomimo zmieniających się później rządzących (Fenicjanie, Egipcjanie, Persowie, francuska dynastia Lusignanów, Republika Wenecka) kultura grecka na trwałe wpisała się w historię wyspy i w żaden sposób nie udało się jej wykorzenić.
  • 1571 - Turcy zdobywają Cypr. Na wyspę zaczyna napływać ludność turecka. Obie społeczności - grecka i turecka - żyją ze sobą w zgodzie.
  • 1878 - Turcja oddaje Cypr pod okupację i administrację brytyjską. Grecka społeczność wyspy zaczyna dążyć do unii z Grecją (idea enosis), społeczność turecka chce natomiast taksim - czyli podzielenia wyspy na część należącą do Grecji i na tę należącą do Turcji.
  • 1960 - powstaje niepodległa Republika Cypru ze sztywnymi regułami określającymi podział w rządzeniu państwem między Greków a Turków. Prezydentem zostaje arcybiskup Makarios.
  • Od tego momentu wszystko toczy się według jednego schematu: Grecy mają jakąś propozycję dotyczącą przyszłości państwa, ale zupełnie nie odpowiada ona Turkom. Turcy mają propozycję, ale jest ona nie do zaakceptowania przez Greków. ONZ/NATO/USA przygotowują plan rozwiązania problemu cypryjskiego - nie zgadzają się na niego obie społeczności bądź przynajmniej jedna.
  • 1974 - inwazja turecka na Cypr. Ginie ok. 4000 osób. Turcy zajmują północną część wyspy, co stanowi ok. 30% terytorium (a tylko 18% mieszkańców wyspy to Turcy). I ten sam schemat co wcześniej - rozbieżne wizje przyszłości. I tak do dzisiaj.
Mam wrażenie, że moja praca staje się coraz nudniejsza - bo każde kolejne rozmowy, negocjacje, projekty porozumień, brzmią podobnie i kończą się tak samo - niczym konkretnym. Ciekawe czy w okresie 1980 - 2008 o którym jeszcze nie pisałam coś się zmieni? Jakoś w to wątpię.
(!!! tutaj streściłam to w kilkunastu linijkach a mojej pracy zajmuje już to 40 stron!!!)A na zdjęciu: granica grecko - turecka oddzielona strefą buforową ONZ, znajdująca się na Ledra Street w starej części Nikozji. Na początku kwietnia tego roku w tym miejscu zostało otwarte przejście graniczne - jest to na razie symboliczny, ale ważny krok w kierunku rozwiązania kwestii problemu cypryjskiego. A tutaj krótki filmik na temat otwarcia Ledra Street:


niedziela, 13 kwietnia 2008

Czas jak wąż płynie... 2 miesiące po powrocie

Nie wiem kiedy to minęło ale… to już 2 miesiące od mojego powrotu. A ciągle czuję się jakbym jeszcze wczoraj tam była, śmiała się z tymi ludźmi, oddychała tym powietrzem.

Z perspektywy czasu łatwiej powiedzieć co ten wyjazd mi dał, co udało mi się zrozumieć i czego się nauczyłam. A więc: małe podsumowanie.

Czego nauczył mnie Erasmus?

- innego spojrzenia na świat. Teraz już nie wydaje się on taki duży. Jeśli się tylko chce (i ma fundusze) to naprawdę nic już nie stoi na przeszkodzie żeby podróżować, zwiedzać i cieszyć się takim życiem. Poza tym poznanie różnych kultur i narodowości sprawiło, że stałam się bardziej otwarta na innych ludzi. Bo liczy się wnętrze, a nie stereotypy przyklejane do poszczególnych narodów.

- tego, że marzenia się spełniają. Wystarczy tylko chcieć i trochę pomóc szczęściu. I można osiągnąć naprawdę wszystko!

- angielskiego. Chociaż nigdy nie miałam problemów z dogadywaniem się z ludźmi, to uczęszczanie na zajęcia prowadzone w języku angielskim pozwoliło mi na przyswojenie wielu „specjalistycznych” słówek, nie używanych w potocznej mowie, lecz istotnych, bo związanych z moimi studiami. Dzięki temu pisanie pracy licencjackiej jest dla mnie dużo łatwiejsze – bo sporo książek mam właśnie w języku angielskim. Poza tym mając non stop kontakt z językiem odświeżyłam również to, czego nauczyłam się w przeszłości.

- nocnego życia. Wcześniej nie wychodziłam zbyt często na różne imprezy – zwyczajnie nie było na to czasu lub sposobności. Na Erasmusie mogłam się wytańczyć i wyszaleć za wszystkie czasy. Poza tym praca w nocy przyzwyczaiła mnie do późnego chodzenia spać (i niestety późnego wstawania ;)) Pójście spać o 6 rano? To już dla mnie nie problem ;)

- samodzielności finansowej. Nigdy wcześniej nie miałam stałego i praktycznie jedynego źródła dochodów. Były to raczej prace dorywcze które pokrywały drobne zachcianki. Praca na Cyprze pokazała mi jak fajnie jest mieć spore pieniądze tylko dla siebie. Niestety ;) – pensje wypłacane po każdej przepracowanej nocy sprawiały, że czasem ta samodzielność była za duża ;)

- przyjaźni ponad podziałami. Erasmus pokazał mi, że toczące się na świecie konflikty niewiele mają wspólnego z przyjaźniami ludzkimi. To piękne, że te bariery tworzone przez historię i politykę mogą zostać przełamane przez pojedynczych ludzi.

- że życie może być mniej stresujące. Może to wpływ wiecznie świecącego słońca, może nastawienia innych ludzi, ale zauważyłam że będąc na Cyprze wiele rzeczy które w Polsce pewnie by mnie denerwowały, na Cyprze wydawały się jakby naturalne i nie warto się było nimi przejmować. Spóźniający się autobus? W Polsce czasem klnę jak szewc. Na Cyprze – co najwyżej się uśmiechałam.

A na zdjęciu: nasza ekipa podczas wycieczki do Pafos, listopad 2007.

sobota, 5 kwietnia 2008

Poradnik dla początkującego Erasmusa na Cyprze

Ostatnio zgłosiło się do mnie kilka osób które są zainteresowane Erasmusem na Cyprze. Każdy ma wiele pytań odnośnie wyspy, uczelni, pogody itd. Chętnie na nie odpowiadam (sama miałam tysiące pytań przed wyjazdem), ale ponieważ często pytania się dublują, pomyślałam że warto byłoby umieścić odpowiedzi w jednym miejscu - tak aby były łatwo dostępne dla każdego. Mam nadzieję że komuś się przydadzą ;)


1. Czy warto jechać na Erasmusa na Cypr?

Tak, tak, tak! Co prawda nie byłam nigdzie indziej na Erasmusie więc nie mogę porównać, ale z kilku powodów nie chciałabym się z nikim zamienić. Po pierwsze: gwarantowana piękna pogoda, nawet zimą. Po drugie: inna kultura (niektórzy twierdzą że Cypr cywilizacyjnie należy do Bliskiego Wschodu, nie do Europy, coś w tym jest), po trzecie: dobry punkt wypadowy na Bliski Wschód itd. Poza tym sam wyjazd na Erasmusa jest doświadczeniem niesamowitym, a przebywanie w międzynarodowym gronie i w innym kraju zmienia człowieka całkowicie. Polecam!

2. Jak dostać się na Cypr?

Niestety - lot na Cypr jest trochę droższy niż np. do Londynu, ale na szczęście czasem udaje się trafić na jakąś fajną promocję. Polecam:
- CTBA - Cypryjskie Biuro Turystyczne z Warszawy. Zalety - lot bezpośredni, stała cena biletów, posiłek na pokładzie. Wady - brak promocji, chociaż cena i tak jest niska (porównując do innych). No i pan z biura - zadzwońcie a się przekonacie ;)
- Sky Europe - lot z przesiadką w Wiedniu. Jak się trafi na promocję to można lecieć naprawdę za grosze. Wracając do Polski płaciłam tylko za bilet, nie za opłaty lotniskowe, kosztowało mnie to ok. 360 zł (w jedną stronę). Minus - długi czas oczekiwania na przesiadkę w Wiedniu, ale z drugiej strony nie tak długi że możnaby się wypuścić na miasto i coś pozwiedzać. Na szczęście na lotnisku jest darmowy bezprzewodowy internet ;)
- TUI - czasem można trafić na ofertę biletów last minute po naprawdę niesamowicie niskich cenach, im bliżej wyjazdu tym może być taniej (jak im zostają bilety oczywiście). Nie korzystałam więc nie mogę napisać więcej
- można jeszcze lecieć z przesiadką na Węgrzech albo w Pradze ale nie wiem zbyt wiele na ten temat, trzeba szukać.

Aha, lotniska nie ma w stolicy, jest w Larnace, to jest ok. 50km. Z lotniska można dojechać busem (są chyba do 15.00), taksówką (ceny dość wysokie ale zawsze można się z kimś z samolotu dogadać), albo stopem ;)

3. Jak z mieszkaniem dla Erasmusów?

Tutaj wszystko zależy od uczelni na którą jedziecie. Ja studiowałam na University of Nicosia (wcześniej Intercollege Cyprus), mam też sporo znajomych na University of Cyprus. Na obydwu tych uczelniach mieszkania załatwia uczelnia - jeśli chodzi o moją szkołę to jest ich kilka do wyboru, w różnych cenach, o różnym standardzie i w różnej odległości od uczelni. Jest jeden "akademik" w którym mieszkali zarówno Erasmusi jak i Cypryjczycy, oraz kilka "Erasmus house'ów". Ceny mieszkań są różne, myślę że w granicach 250€ miesięcznie, zazwyczaj płaci się dypozyt (w moim przypadku na początku zapłaciłam za 2 miesiące i w ostatnim miesiącu już nie płaciłam).
Aha, jeśli napiszecie maila do gościa odpowiedzialnego za zakwaterowanie a on wam nie odpisze... nie przejmujcie się ;) w moim przypadku na początku Chris (czy jakoś tak) odpisywał pięknie, potem pojechał na urlop, a potem... zamilkł. Ale jak już dotarłam do biura to wszystko było załatwione szybko i sprawnie :)


4. Jak z cenami na Cyprze? Za ile można przeżyć?

Powiem tak: gdybym nie pracowała, to albo z głodu umarłabym ja (utrzymując się za pieniądze ze stypendium i od rodziców) albo moi rodzice. Cypr jest z jednym z droższych krajów UE i przyjeżdżając tu, trzeba mieć naprawdę gruby portfel (jeśli się chce jeść, zwiedzać i ogólnie normalnie żyć). Na szczęście jednak nie ma problemów z załatwieniem pracy, ja zaczęłam pracę już kilka dni po przyjeździe (dzięki Oli) i nie odczułam aż tak bardzo szoku, szybko przestałam przeliczać funty na złotówki. Przykładowe ceny produktów są podanej tutaj, jeśli chodzi o miesięczne wydatki (bez mieszkania) to myślę że 300-400 € powinno starczyć, chociaż trudno mi powiedzieć bo ja wydawałam wszystko co zarabiałam, a wypłata była po każdej przepracowanej nocce.

5. Jak wygląda studiowanie i życie studenckie?

Studiowanie, przynajmniej na Intercollege, nie należy do najtrudniejszych, czasem może być tylko "upierdliwe". Ze względu na to że językiem wykładowym na uczelni jest angielski, zajęcia miałam z Cypryjczykami i innymi studentami międzynarodowymi (których jest bardzo dużo) więc ciężko było liczyć na ulgi z tytułu Erasmusa. W semestrze są midtermy z każdego (prawie) przedmiotu, poza tym bardzo często trzeba przygotować prezentację i napisać esej, a w sesji oczywiście final exam. Aaaale... nie taki diabeł straszny ;) jasne, pierwsze tygodnie to był stres, miałam wrażenie że nie rozumiem większości wykładów, że nie napiszę eseju i nie zalicze midtermów, ale z upływem czasu było coraz lepiej. Egzaminy okazały się łatwe (w większości przypadków na zajęciach dostawaliśmy listę pytań które będą na egzaminach) a wyniki końcowe dobre ;)
Jeśli chodzi o życie studenckie to na uczelni jest sporo imprez, takich jak np. Karaoke night, Talent show, Christmas Gala Dinner w Hiltonie, Greek night. Działa wiele klubów zainteresowań, sekcji sportowych, można chodzić na naukę tańca... uczelnia organizuje też różne wycieczki, jednodniowe lub na weekend.

Na razie tyle, jak pojawią się kolejne pytania do będę odpowiadać :)


czwartek, 14 lutego 2008

Cyprus My Love

Pusto.
Nijako.
Szaro.
Buro.
Ponuro.

Gdzie to cypryjskie słońce, gdzie te zielone drzewka, pomarańcze prosto z drzewa, gdzie ten spokój i leniwie płynący czas?

W domu niby ok. Mama gotuje ulubione potrawy, cała rodzina wypytuje o szczegóły pobytu na Cyprze, babcia się cieszy że już nic mi nie grozi, tata szczęśliwy że ma swoją laleczkę przy sobie. Ale ja się tu nie czuję jak w domu... mam wrażenie że wszystko jest nie na swoim miejscu. Że mój pokój tak naprawdę wcale nie jest mój, chociaż wszędzie są moje rzeczy.
Staram się jak mogę poprawić sobie humor. Zmieniłam fryzurę, chodzę do solarium, wywołałam najładniejsze zdjęcia żeby powiesić na ścianie i wsadzić do specjalnie kupionego na Cyprze albumu, rozmawiam z ludźmi... ale to i tak nie tak samo. Może jutro mi się polepszy bo jadę na zimowiska...

wtorek, 12 lutego 2008

Powrót....

Poniedziałek, 11 lutego 2008
Ok. 16.00 - ostatnie zakupy. Jakieś pamiątki dla rodzinki i coś dla mnie, na poprawienie humoru - dwie bluzeczki w kolorach wiosennych. I do tego kolczyki w truskawki. Niestety to nie pomaga - nie chcę wracać....
Ok. 18.00 - zaczynam pakowanie. Mnóstwo tego, pomimo że ok. 20 kg już jest w Polsce. Wywalam 3 pary butów, bluzki w których nie chodzę, kosmetyki które się już kończą. Część rzeczy rozdaję. Ale walizka i tak ledwo się domyka...
Ok. 20.00 - gotowe. Internet nie chodzi, chyba nie znajdę nikogo kto mnie odbierze z lotniska. No nic, jakoś dam radę, przecież jestem harcerką!
Ok. 21.30 - jedziemy na kolację. W gronie polskim - Ja, Magda, Michał, Łukasz. Wpada Andrzej. gadamy, wspominamy, śmiejemy się. Czas szybko mija. Za szybko. Będzie mi brakowało tych wariatów...
Ok. 23.30 - wracamy do domu. Sprzedaję rower, wpycham ostatnie rzeczy do walizki... I chwila relaksu przed wyjazdem. Ciągle nie wierzę że za chwilę opuszczę Cypr...

12 lutego, wtorek
Ok. 1.00 - ładujemy walizki do auta i w drogę! Na lotnisko ok. 50 km. Ciągle do mnie nie dociera że moja erasmusowa przygoda dobiega końca....
Ok. 1.40 - pożegnanie na lotnisku. Smutno... łzy już się pchają do oczu ale na razie strach przed ważeniem walizki - na oko została oceniona na ok. 25 kg, linie którymi lecę podobno są bardzo restrykcyjne pod tym względem.
Ok. 2.00 - 21 kg! Nie wiem jak to zrobiłam. Za to torba podręczna waży chyba z 10 kg, mam tam pokserowane z 8 książek do mojej pracy licencjackiej....
Ok. 3.00 - czekam już za bramkami na otwarcie wyjścia... planuję co będę robić w Wiedniu - będę szukać biletów na Cypr!!
3.45 - samolot rusza... płaczę jak dziecko... na szczęście ciemno w samolocie a ja siedzę sama w swoim rzędzie, mogę płakać... próbuję spać, z marnym skutkiem... myślę o tym co było tam, a co czeka mnie w Polsce... pilot mówi o pogodzie w Wiedniu - że mgła, że mróz, że widoczność bardzo mała...
7.00 - ląduję w Wiedniu. Zmiana czasu - jest 6.00...
6.10 - wychodzę z samolotu. Zamarzam w jednym momencie. Nic nie widzę, mgła potworna. Powinni zabronić przylotów z ciepłych krajów do zimnych... mam ochotę wrócić się do samolotu i zmusić pilota to powrotu na Cypr.
6.20 instaluję się na wiedeńskim lotnisku. Jest internet, po wielu trudach znalazłam również gniazdko żeby podłączyć laptopa. Miejsce w którym siedzę jest ładnym punktem widokowym. Tylko że nie dzisiaj - dzisiaj mgła zasłania wszystko. Mam nadzieję że z powodu złej widoczności nie będzie żadnych opóźnień w lotach...
8.30 - jak ja nie lubię niemieckiego!! Już dawno nie miałam kontaktu z tym językiem, w każdym razie już się nasłuchałam za dużo... ja chcę znowu wsłuchiwać się w grecki!! Czy wiecie że podobno wszystkie słowa pochodzą z greki? :) Tak twierdzą Grecy ;) I nawet to, że nie Yiannis nie potrafił mi wytłumaczyć skąd się wzięło słowo "drzewo, bułka i sąsiad" jest tylko wyjątkiem potwierdzającym regułę ;) A moje imię jest nazwą kwiatka ;)
9.30 - tęsknię... za słońcem świecącym rano przez okno i za ludźmi którzy tam zostali... ja też chcę :(
10.00 - jak ten czas wolno leci... a tu jeszcze co najmniej 2,5 godziny siedzenia mnie czekają a potem odprawa... dobrze że z bagażem się nie muszę uganiać - duża walizka będzie czekać na odbiór w Polsce (mam nadzieję), bagaż podręczny oddałam do przechowalni bo za ciężki żeby się z nim kręcić przez tyle godzin.
11.00 - Kostek, dzięki za pocieszenie że w Warszawie będzie jeszcze gorzej niż tutaj. Już się nie mogę doczekać lądowania... :(
13.30 - ostatnia bramka dzieli mnie od opuszczenia Wiednia. Słońce wyszło więc przyjemniej trochę milej. Ale i tak mi smutno. Może jeszcze da się wsiąść w samolot powrotny na Cypr??
15.20
lecimy ponad chmurami. Pięknie świeci słońce. Ale im niżej tym gorzej – aż w końcu się okazuje, że nad warszawą szaro, brudno i ponuro. Ale nie tak zimno jak myślałam, więc chociaż taki plus. W autobusie wiozącym nas z samolotu poznaję Tomka, który też leci z Cypru. Zabieram się z nim na lotnisko.
17.00 Dworzec Warszawa Centralna wciąż obskurny. Ale kupuję sobie jagodowy serek Danio jakiego nie jadłam odkąd byłam na Cyprze. Pani w kasie sprzedaje mi zły bilet, w pociągu okazuje się muszę dopłacać. Jadę z przesiadką. W pociągu opowiadam o Cyprze. Coś czuję, że ludzie mnie za to znielubią….
20.30 – wysiadam w Radomsku. Czeka brat. Idę jeszcze do kasy po zwrot za zły bilet, okazuje się że pani w kasie jednak się nie pomyliła, to pan w pociągu wprowadził mnie w błąd. A to Polska właśnie…
20.50 – dojeżdżam do domu. Kumpel mnie nie widział przez ponad 4 miesiące ale jakoś nie pojawił się na powitaniu. Rodzice leżą w łóżku bo myślą że przyjadę jutro, planują co głupiego zrobić na lotnisku (mieli założyć zapaski i robić wiochę… może dobrze że to niespodzianka :)) Wchodzimy po cichu na górę, Adam mówi że chce im przedstawić dziewczynę. I wchodzę ja. Rodzice w szoku, nie wierzą zupełnie… Przywitanie, płacz, gołąbki zrobione specjalnie dla mnie, szampan, rozmowy… dziwnie być znowu w domu.
23.00 – kładę się do mojego łóżka. Jak się kąpałam to w kranie była od razu gorąca woda, w całym domu cieplutko i przyjemnie, w pokoju aż trzeba otwierać okno bo czasem za gorąco… ale jakoś mnie to nie cieszy tak jak myślałam. Chyba jednak wolałam pomarznąć sobie czasem wieczorami, ale za to mieć słońce i ten klimat na co dzień… Zasypiam, uprzedziwszy rodziców żeby mnie nie budzili rano bo nie spałam w ogóle…

13 lutego, środa

9.30 – mama przeprasza ale mnie budzi… jest tyle rzeczy do zrobienia! A za oknem… za oknem szaro, buro, brudno, paskudnie, właśnie tak jak to sobie wyobrażałam… Okazuje się że większość moich ciuchów mogę tylko schować do szafy, bo na kurtkę za zimno, na buty za zimno… :(:(



niedziela, 10 lutego 2008

...

Czas leci nieubłaganie. Te 4,5 miesiąca minęło nie wiem kiedy - bo wspominając rzeczy które były na poczatku mam wrażenie, że to było wczoraj.
W piątek ostatni raz pracowałam w New Division. Mój pierwszy dzień pracy też wypadł w piątek. Wczoraj rano natomiast wybrałam się na wycieczkę na półwysep Karpaz. Wcześniej byłam tam kilka dni po przyjeździe, wtedy to była ostatnia wycieczka Oli... Po raz kolejny zachwycałam się Cyprem. I tak sobie myślę - że gdyby ktoś mnie zapytał, które miejsce podobało mi się tutaj najbardziej, to chyba nie potrafiłabym powiedzieć... bo kilkakrotnie patrząc na otaczające mnie widoki myślałam sobie: tak, to tutaj chciałabym mieszkać...
A dzisiaj... dzisiaj robię w New Division pożegnalną imprezę. Chociaż "impreza" to chyba niezbyt dobre słowo. W każdym razie zaprosiłam ludzisków, nowych Erasmusów, osoby z uczelni, znajomych z baru.... posiedzimy, pogadamy, powspominamy... mam nadzieję że będzie miło - chociaż taka ostatnia impreza, kiedy wiadomo że części osób nie zobaczy sie już nigdy, pewnie najmilsza nie będzie...

poniedziałek, 4 lutego 2008

Obiecanki - cacanki

Cypr jest miejscem pod pewnymi względami jedynym w swoim rodzaju. Do niektórych z tych "dziewactw" przyzwyczaiłam się i nie przeszkadzają mi już zupełnie. Są jednak rzeczy, których zaakceptować nie da się zupełnie. Tak jest z niedotrzymywaniem słowa przez Cypruchów. Oni obiecują, obiecują, a potem... a potem nic. I to jest naprawdę wkurzające, szczególnie jak obiecują coś na czym mi zależy. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że to niewywiązanie się z danego słowa nic dla nich nie znaczy - przy najbliższym spotkaniu nawet o tym nie wspominają, tak jakby już zupełnie zapomnieli że coś tam kiedyś obiecali.

Ale, ale - niedługo wyjeżdżam więc nie zamierzam się denerwować tą całą cypryjską gadaniną. Zobaczcie co spotkałam kilka dni temu na cypryjskiej ulicy:A przygotowania do środowego meczu trwają. Chętnych na wyjazd przybywa, dzisiaj wpadłam na pomysł żeby udać się do polskiej ambasady - może mają jakieś flagi bądź inne przydatne gadżety :) pokażemy, że polscy kibice są najlepsi!

Ps. A ja ciągle czekam na ostatnie wyniki egzaminów. Jak na razie mam dwie B+ i jedno B. Farid coś się opóźnia z podaniem ocen, ale to pewnie dlatego że jest zupełnie zakręcony. Kilka dni temu dzwonił do Yiannisa zatrwożony że szuka naszych esejów na Middle East i nie może znaleźć, chyba zgubił... Tylko że mych tych esejów w ogóle nie pisaliśmy ;)

wtorek, 29 stycznia 2008

Rozstania...

Wszystko kiedyś się kończy… kończy się też moja erasmusowa przygoda. Co prawda zostaję na Cyprze jeszcze 2 tygodnie, ale większość studentów już wyjechała… z mojej podstawowej komórki organizacyjnej, czyli erasmusowej familii, zostałam sama… pierwsza trójka – Seb, Hubert i Lina wyjechali w grudniu. Smutno było bez nich, ale ponieważ jeszcze wiele osób zostało a i my mieliśmy wiele czasu przed sobą – jakoś to było. W niedzielę żegnaliśmy Arturasa. A że w tym samym czasie ja się przeprowadzałam i miałam naprawdę dużo na głowie, nie było czasu na rozmyślania. Wczoraj natomiast żegnałam się z Vytisem, który wraca do domu dzisiaj. I się rozkleiłam… Nieważne już było to, że jego zachowanie doprowadzało mnie czasem do szału (bo coś głupiego zrobione raz jest śmieszne, ale ta sama rzecz powtórzona setny raz jest po prostu wkurzająca), nieważne było to, że myślał tylko o sobie, że jego tubalny śmiech wielokrotnie budził mnie wcześnie rano, a muzyka której słuchał była na końcu moich upodobań muzycznych… On, podobnie jak Lina, Seb, Hubert i Arturas, przez ostatnie 4 miesiące byli moją rodzinką… A teraz zostałam z całej naszej szóstki sama – i nie jest to miłe uczucie, wiedząc że coś się właśnie kończy i teraz już nic nie będzie takie samo… nawet jeśli spotkam kiedyś tych ludzi, to raczej nie w komplecie – a szkoda…
PS. Pozdrawiam mojego stałego czytelnika Paszczaka który wczoraj zwrócił mi uwagę że nie zgadza się z tym, że nie flirtuję z facetami na GG. Jacku – w momencie pisania tamtej notki z nikim nie rozmawialam ;) a reszta niech pozostanie milczeniem! :)

poniedziałek, 28 stycznia 2008

Z kawiarenki :)

Oglądaliście lub czytaliście "S@motność w sieci"? Główna bohaterka czatowała z Jakubem siedząc w kawiarni i popijając wino. Dzisiaj jestem prawie jak Ona. Z tą różnicą, że ja nie piję wina tylko świeży sok z pomarańczy i nie flirtuję z żadnym facetem tylko piszę notkę na blogu. Reszta się zgadza :)

Wczoraj się przeprowadziłam. Spakowanie całego dobytku zajęło mi sporo czasu i dużo miejsca. W nowym mieszkanku, w którym przebywam obecnie z Magdą, mam jakieś problemy z internetem - niby wykrywa mi sieć bezprzewodową, ale zasięg jest za słaby - a ponieważ moje internetowe uzależnienie jest dość spore, wpadłam dzisiaj na pomysł połączenia przyjemnego (zakupy) z pożytecznym (internet). I oto jestem - siedzę sobie w klimatycznej kawiarence, popijam soczek i rozmyślam nad ostatnimi dniami spędzanymi na Cyprze.

Chyba zawsze jest tak, że początkowe i końcowe dni pobytu gdzieś są najbardziej aktywne. Swój pobyt na Cyprze zaczęłam od podróży i wygląda na to, że na podróżach również go zakończę. Tylko w ciągu ostatniego tygodnia byłam na 3 wycieczkach, a w planach mam jeszcze co najmniej dwie. Do tego imprezy, imprezy, imprezy, spotkania ze znajomymi których ciągle przybywa, ostatnie zakupy i oczywiście praca (bo wszystkie przyjemności kosztują).

Im bliżej wyjazdu, tym bardziej czuję jak będzie mi brakować Cypru. Ten klimat, ludzie tutaj, te imprezy, wycieczki, te wszystkie dziwactwa - w Polsce tego nie ma. Na nowo będę musiała przyzwyczajać się do takich rzeczy jak ruch prawostronny, zamykanie drzwi na klucz (czy wy wiecie że przez 4 miesiące nie nosiłam przy sobie żadnych kluczy?), ubieranie się "na cebulkę". Najbardziej obawiam się pogody - tutaj z dnia na dzień jest coraz cieplej. Słońce świeci, roślinki kwitną - a u nas deszcz i śnieg na zmianę...

środa, 10 października 2007

Leniwie

Jak zawsze korzystając z internetu spędzam czas na tarasie, bo jak na razie tylko tutaj mamy zasięg sieci bezprzewodowej od sąsiada. Delektuję się ciut chłodniejszym popołudniem (zamiast ponad 30 stopni jest pewnie ze 25 a niebo przykryte jest paroma większymi chmurami, z których raczej nic nie spadnie). Czas tu inaczej płynie, tak jakoś bardziej leniwie. Wyciągam się więc na krześle, kładę laptopa na kolanach i upijam łyk chłodnej wody, której z racji na upały piję tutaj naprawdę sporo.

Powoli wdrażam się w styl tutejszego życia. Nie planuję zakupów w środowe popołudnia bo już wiem, że sklepy w ten dzień są otwarte tylko do 13:30 (ale czy ktoś mi wyjaśni dlaczego??). Nie zamierzam sie też wypuszczać na miasto w godzinach 13:00 - 15:00 bo zazwyczaj wtedy wszyscy jedzą lunch. Nie zwracam uwagi na trąbiące samochody, a na pytanie jak mam na imię odpowiadam: Katerina (bo Katarzyna nie wymówią a Kasia brzmi podobnie do "pudełka"). Znam podstawowe zwroty po grecku i w większości potrafię czytać grecki alfabet, co praktykuję na wszystkich możliwych szyldach.Tak jak kiedyś nie docierało do mnie że może być tu tak ciepło, tak teraz nie mogę uwierzyć w to, że w Polsce jest jesień, co trochę pada i jest zimno. Choć na Cypr też już przychodzi jesień... w sklepach dominują już swetry i kurtki jesienno - zimowe, w pracy niedługo będą zamykać ogródek (bo przecież zimno jest..)
W sumie to te upały zaczęły mi trochę doskwierać. O ile leżenie na plaży w taką pogodę to strzał w dziesiątkę, to już piesza wyprawa do szkoły (pół godziny w największym słońcu) już nie jest taką fajną sprawą. Możliwe jednak, że lada dzień będę mieć rower (czekam właśnie na telefon w tej sprawie) - wtedy wyprawy do szkoły będą na pewno przyjemniejsze, tym bardziej że droga którą chodzę w większej części pozbawiona jest chodnika (bo tu prawie wszyscy mają auta więc chodniki im niepotrzebne) i muszę przedzierać się przez krzaki, kamienie i piach...

A tak z ostatniej chwili: dzisiaj wydałam praktycznie cała moją dniówkę na ciuchy... a ponieważ: po 1: po przeliczeniu na złotówki dniówkę mam naprawdę sporą, po 2: wczoraj zarobiłam więcej niż normalnie... to wydałam naprawdę sporo... ale wolę o tym nie myśleć ;)