niedziela, 10 sierpień 2008

Sentymentalnie

Odkąd pamiętam moim wymarzonym miastem do studiowania był Kraków. Kiedy jeszcze nie wiedziałam co będę studiować, zawsze wiedziałam że będzie to w Krakowie. Moje plany zmieniły się na samym początku klasy maturalnej, pod wpływem mojej ówczesnej miłości - uległam i zaczęłam szukać czegoś w Łodzi.
Początki były ciężkie. Pamiętam jak jechałam kiedyś ul. Kilińskiego, która jest chyba jedną z najbrzydszych ulic Łodzi, choć przecież znajduje się w samym centrum. No więc jechałam i myślałam sobie:
Dominika studiuje w Krakowie i kiedyś będzie nas po nim oprowadzać. Michał w stolicy - będzie ją dobrze znał. Olga w Toruniu - piękne miasto. Karol we Wrocławiu - tam też jest ślicznie. A ja co... a ja będę znała tę paskudną Łódź, do której nikt nawet nie chce przyjeżdżać, bo przecież nie ma tu zupełnie nic do roboty...

Tak było 3 lata temu. Od tej pory wiele się zmieniło - Łódź zaczęła się rozwijać, a i ja przyzwyczaiłam się do tego miasta. Zresztą przez pierwsze dwa lata i tak przez większość czasu krążyłam między uczelnią, Galerią Łódzką, moim mieszkaniem a Radomskiem. Dopiero po powrocie z Cypru zaczęłam bardziej poznawać Łódź i jej różne oblicza. Aż przyszedł koniec czerwca i moment wyprowadzki...

A teraz... teraz Łódź odbieram bardzo sentymentalnie, chociaż nigdy nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Kojarzy mi się z wszystkimi wspaniałymi ludźmi, których tu poznawałam, i z zakończonymi już czasami studenckimi, pełnymi swobody i samodzielności. Wczoraj, tuż po przyjeździe, od razu zauważyłam szereg zmian które nastąpiły w mieście od mojego ostatniego pobytu tam - wydłużono czas obowiązywania biletów tramwajowych, większość tramwajów powróciła już na swoje trasy, co więcej - powstała nowa linia, na Piłsudskiego kończą już remont dawnego supermarketu (ciekawe co teraz tam będzie?), Piotrkowska pod względem liczby banków przypomina zupełnie centrum Radomska (to już jest chyba zboczenie zawodowe, nigdy wcześniej nie zwracałam uwagi na banki ;)). A samo centrum miasta - czyli ulica Piłduskiego między Kościuszki a Kilińskiego prezentuje się nie najgorzej. Nie taka Łódź straszna ;)

6 komentarze:

-Hens- pisze...

"W mieście Łodzi, gdzie bieganie psom szkodzi"

Ostatnio zdziwiłem się, kiedy na stację w mojej miescinie przyjechało coś co wyglądało prawie jak TGV, czyli nowiutki, cichutki pociąg, dużo lepszy niż w ateńskim metrze\. Szok. Prawdziwe S-F.

biazol pisze...

Morał - faceci się zmieniają i nie można dla nich wszystkiego poświęcać (np. marzenia o studiach w Krakowie). Trzeba realizować swoje marzenia.
W ostatecznym rozrachunku nie taka Łódź straszna, ale Krakowa trochę żal;)

lena-magda pisze...

Łódź jest całkiem fajna ;) Ja lubię tam jeździć, teraz za bardzo nie mam z kim i do kogo, ale może jeszcze w te wakacje tam zawitam ;)

Katipe pisze...

Hens - jechałam wczoraj takim pociągiem, co prawda tylko 8 min (z Łódź Fabryczna do Łódź Widzew) i również byłam pozytywnie zaskoczona ;)

Biazol - Łódź nie taka straszna a w Krakowie będę robiła teraz studia podyplomowe więc.. co się odwlecze to nie uciecze ;)

Magdalenko: zapraszam ;) chociaż mnie już tam nie ma ;) ale przynajmniej przejedziesz się tym nowym pociągiem :D

lena-magda pisze...

A pociągiem to już nie jeden raz jeździłam do Żyrardowa, do rodziców ;)
I proszę nie MagdalenkO, MagdalenO ani MagdO ;)

Katipe pisze...

to jak mam pisać? :D